TAK SIĘ BAWIMY W CZASIE WOLNYM
CZYLI NOTATNIK DERMOTA
4 -ty dzień zimowej
deprechy
>czasem myślę sobie że gites byłoby zostać pieśniarzem ludowym, nazwalibyśmy nasz
zespół AAAkcent albo AAAAbażur
aby być zawsze na topie, przynajmniej w gazecie w rubryce kleinebekantmachungen.
jeździłbym luksusową rykszą zaprzężoną nie w jakiś tam
chłopów pańszczyżnianych tylko zdrowych wyzwoleńców z
ościennej siłowni. mnóstwo mulatek, jamajskie cygara,
wspaniała grzywka i bokobrody na półtora łokcia. żadnych
rozterek czy się bawić czy nie, i co przez to okażę, żadnych zahamowań powyżej
poziomu fizjologii. bardzo kultowo.
>Poszedłbyś gdzieś, zrobiłbyś coś, nic tylko siedzisz i
przesiewasz czas oglądając te bzdury. Żadnych
perspektyw, no po prostu zero.<
>no to poszłem, poszedłem, podeszedłem. stała pod nagą
płaskorzeźbą i robiła fotografie, ciężko jej to szło bo się sjena palona
skończyła, a ta nie ma substytutów. zapytałem ją czemu
jest dzisiaj taka smutna, czy ta depresja zimowa jest zaraźliwa, i czy nie chce
się przejść do kina. powiedziała w te słowa, po
wstępach i wymianie sucharów naturalnie >ty Dermot
wiesz coś chyba o psychologii, byłeś przecież w Oxfordzie, a nawet w stricte
protestanckim trynity kollege.<
nie byłem już tego pewny ale z grzeczności przytaknąłem spojrzeniem
>słuchaj, mam taki problem. Noszę modne pantofle,
"kaczuszki", używam wody mitsuko, tańczę
twista, czytam Sagankę, lubię big bit, jednym słowem jestem nowoczesna na
wskroś, idę z duchem czasu. no i nie mam powodzenia.
Ci chłopcy z kolektywu ogrodniczego na Sołaczu powiedzieli że nie mają czasu na kobiety, bo muszą spłacać
wysokooprocentowane haracze monopolistom nawozowym.<
>to wprowadzili monopol? nie
wiedziałem...<
>owszem, chcą w ten sposób zdławić rastafariańskie
plantacje, zwłaszcza że Abu Pokal kandyduje na rektora.<
ziut-ziut przemknął tramwaj.
ostatnio jest ich coraz więcej, to dlatego że stracono
kontrolę nad rubieżowym centrum rozpłodowym, a
megafony ostrzegały, nie sprowadzać nowych samców. nie
posłuchali, i teraz mają. Ten ostatni buhaj , wyjątkowo
silny, holenderski.
>co z tym Abu Pokalem?<
> ma dużo mocy, ty wiesz jakie on ma
baki?<
> a inne wpółczynniki?<
> siła rąk 10x, siła ramion 5x, siła barków 10x, siła
przedramion 15x, koordynacja obu rąk 1x, bo dużo pali.
> a jak u niego z maną?<
> sprawność w działaniach arytmetycznych 3x, ogólne
umiejętności przystosowania się 5x, szybkość podejmowania decyzji 0,5x,
rozumienie pomysłów mechanicznych 2x, zmysł węchu 10x, określanie wielkości
przedmiotu "na oko" 2x, określanie szybkości poruszających się szybko
przedmiotów 3x, pamięć do ustnych pouczeń niezbadana, pamięć do nazwisk i osób
10x, takt w stosunkach z ludźmi 4x, wygląd zewnętrzny, uroda 20x, zdolność
koncentracji w rozmowie przekraczającej możliwości poznawcze przeciętnego
nowicjusza - prawie żadna...<
>krom, w dzisiejszych warunkach to i tak gieroj. wygra z kretesem<
zapadło krępujące milczenie, takie co to jeszcze nie jest naturalne, bo
potem to się gites milczy, ale to nie było w dechę. modliłem się żeby dowieźli węgiel, byłoby o czym rozmawiać.
>dermot?<
>dobra, chodźmy , ale nie mów mi już z małej litery<
jej uśmiech był potwierdzeniem tego że młode dziewczęta uśmiechają
się średnio o 39 % częściej niż młodzi mężczyźni.
szliśmy. jej rude loki niestety były całkiem
fikcyjne.
tralala, słonie biegają po parku, widziałem kiedyś kupę smoka, hmm, Ogma daje mi korepetycje z pisma klinowego, chcę w
wakacje pojechać do Asyrii, może zdobędę sponsorów chociaż nie jestem
harcerzem. a teraz wreszcie to co ci chciałem
powiedzieć, kończymy z owijaniem w bawełnę, zwłaszcza że muszę zdążyć zanim tam
dojdziemy :
>wynalazłem nową technikę pisarską, myślę że jestem geniuszem , choć muszę iść na fachowe badania. moja technika jest nader prosta a skuteczna i pozwala do
woli zapełniać dowolne ilości papieru, zgarniać wierszówkę i jeździć za to na
polowania.<
erotycznie zgrzytnęła ustami, więc przeszedłem do
rzeczy.
>nazwałem to Każdy Umie Czytać Poza Sędziami Na Thingu Ale Nie Każdy Ma Klej,
co oznacza pozbawioną sumienia technikę samplingu,
będę otwarcie wsamplowywał grepsy, traktaty
filozoficzne, podręczniki autostopu, reklamy, nalepki z kefirów, testy
psychopatyczne, a nawet kawałki piór i złotych ozdób, tworząc dzieło
ponadrzeczywiste, mitologię wszechświata, bo on cały właśnie tak jest
zbudowany, z bardzo maleńkich, niewidocznych gwiazdeczek<
> pociągające, ale czy powinieneś mi to zdradzać wiedząc że sypiam za korepetycje z najsłynniejszymi
kopistami targowymi? a jeśli oni to ze mnie wyciągną i
sprzedadzą na targach paserów w stolicy?
grzmot, pobladłe niebo, ptaki przestają ćwierkać, ja blednę też.
>upadła dziewko - nigdy więcej nie wymawiaj tego słowa w mej
obecności...masz rację, to się nie może tam dostać, za
dużo tam francuzów, oni nie mogą zdobyć mojej techniki, prymat północy jest
święty...wydałaś na siebie wyrok...muszę
cię zabić<
> ależ opanuj się, za bardzo ulegasz latynoskim wpływom
kulturowym. po prostu skaż mnie na banicję, kup mi
szejka na wynos i spotkamy się za godzinę<
>sprytny szantażyk, babska mędrkowatość<
było to jednak uzasadnione, bo stanęliśmy właśnie pod garkuchnią.
>zaczekaj, ale nie odchodź< wszedłem do środka < dyń
dong > zadzwoniłem >stuk puk < zapukałem, fałszywa ściana sprawdziła
mój ogam, otwarła się, powiedziała > nielegalny
Bar Krowa otwarty jeszcze nie jest. ze sklepu
fabrycznego skorzystaj< więc wróciłem na zewnątrz.
jej już naturalnie nie było.
eh, nic nowego, być balonem, żeby jeszcze z helem, to by było
wesoło. Lug mnie od dawna zachęca do rytualnego
samobójstwa. nie warto, mówię, podróżowałoby się
wówczas naturalnie łatwiej, ale ty wiesz co oni robią z ciałem? wieszają na szubienicy, karmią nim ptaki, rozwlekają przy
użyciu dresów skazanych za przestępstwa podatkowe, a na samym końcu ubierają w
satynowy żabot i kładą nogami w kierunku wielkiego Jesionu. Nie, wolę zginąć w
bitwie, to bardziej uświęcone tradycją.
oj, przejechała lodowa furgonetka i sygnał mówi że za chwilę mecz tzapzihuitzipotzli,
bezurazowy futbol mentalny o puchar peyotlu. Idę
pokibicować, sport to zdrowie.
chronologicznie później
trzy doby bezcelowego miotania się po mieście i dworcu nie dały
oczekiwanej satysfakcji
>krasnoludy nie dowiozły węgla< sklepowa siąknęła
nosem.< zima sroga. Wie pan ile teraz kosztuje
zwykły budyń - przez to że nie mamy opału - więcej niż
dwa woły. Jak brukerzy z katedry przychodzą na
śniadanie to nawet kakao nie dostaną, mimo że jamajka obniżyła ceny. nie mam po
prostu energii.<
> i nie buntują się?<
>daję im wstrząsy elektryczne, myślą że
ciepło im się robi od picia. pozory, pozory. wszystko jest ułudą<
>no, nie wchodźmy w politykę<
>to bardziej ekonomia panie Dermocie.
zniżka cen kakao powinna według wolnorynkowych reguł
przełożyć się na większe zadowolenie konsumentów, a potem na większą płodność i
korzystniejszy przyrost nowych wojowników, bo społeczeństwo się rozmnaża,
widząc swe perspektywy w barwach jaśniejszych niż zwykle.<
>czemu tak zatem nie jest?<
>czynniki pozarynkowe, tylko i wyłącznie. Po pierwsze, wybory
rektora już niebawem. Po drugie, strajk gnomów w krasnoludzkich
kopalniach. A nie można go stłumić, bo wybory. Ergo, jest zimno.
>mowa-trawa, mowa-trawa < zabuczał wchodzący do sklepu
nieletni i zamówił dwa duże mleka w foliowych woreczkach. łypał
okiem.
>znowu ten narkoman< sklepowa wypluła szluga. < a masz zaświadczenie?
>nie, ale mam klejnoty, dużo klejnotów i jeszcze szczerozłote
otoczaki.<
>szagaj w chrusty< zaklęła <
jeszcze mi koncesję odbiorą.
młody odburknął że anarchia jeszcze nadejdzie i skindżalnął.
zwróciła się do Dermota - czyli mnie - smutno
zapatrzonego w swój szejk.
> mam zlecenie. oszczędzałam na to. mam dość wstawiania nowych szyb, chcę się rozprawić z
korzeniowymi wojami.<
> babilońskimi?<
> widzę że się rozumiemy. Chodzi mi
o tych pieśniarzy z jerychońskimi trąbami, babilońscy wyjcy co mi szyby wyciem
kruszą.
>babilońscy?<
>tak, pieśniarze. Te ich trefione brody, cudaki jakieś, te
perfumowane czarne loki, lubieżność i tyle. Przychodzą z parku
co tydzień, obchodzą sklep, krzyczą sha la la la la,
aż szyby pękają i porywają zakwas - zawsze tylko zakwas i maślankę z meskaliną
- no i czmych czmych na poczwórną jedynkę i tyle, nie
ma ich.<
>to będzie słono kosztować< nie wiedziałem o czym mówiła ale tak
się zwykło ripostować w westernach na polsacie.
>musisz ich nawrócić. oznacza to, że
mają oddać mi zakwas z nawiązką, przeprosić z mównicy papieskiej i poprzeć
Mumie Jabala w wyborach, mają bądź co bądź autorytet
w środowisku.<
>a zapłata?<
>proponuję że będziesz mógł
rozwiązać słynny test psychologiczny profesora Derjenigedermartinderartistuntersuchte.
sztama?<
> a jaki współczynnik pamięci do nazwisk i osób ma Mumia Jabal?<
> 15x<
kuszące, pomyślałem.
> a zatem ja i moi współpracownicy będziemy mogli rozwiązać
ten słynny test krzyżackiego profesora - który jak wszyscy pewnie wiedzą -
dotyczy sensu życia?<
sprytnie to powiedziałem głośno, żeby wszystkie skrzaty sklepowe mieć za
świadków umowy, sklepowa bywała zdradliwa.
nie dała po sobie poznać, była jak Indianin.
>masz mnie w garści, widać, że w Wieży uczono cię sztuki
negocjacji. szejk na koszt firmy, tylko dla ciebie
< dodała z przekąsem.
To już było coś. Musiałem tylko znaleźć kamaradów.
I co się okazało. Że się zdefeudalizowali
i skapitalizowali, żadne więzy krwi, rozkosz wspólnej wyprawy, nic z geas, zero honoru, inicjatywy, ochoczego aplauzu "tak,
oczywiście", marazm, w ogóle amitycznie i antyarchetypicznie. Każdy z osobna odmówił mi współudziału,
Dagda miał umówione wesele, Lug
rzeź na polach zamoraskich ( Zamora
to kraina za Moraskiem ).
?a mówił że się już z nimi nie bawi?
ale ty Ogma, chyba mnie nie zawiedziesz. Że co? Że głosujesz na Abu Pokala. Przecież on postuluje
demokratyzację senatu, chce zmienić architekturę stołówki, zakazać przemocy na
boisku. No co ty.
Nic nie pomogło. Stwierdzili, że mają prawo wykupu swoich akcji
w przedsięwzięciu, bo pozwala na to niskosformalizowany
przechowywany przez góralskie czarownice statut naszej szajki. O Kromie,
powinienem był słuchać przestróg misia Puczatka i nie
pożyczać im tych manuskryptów z prawa cywilnego.
Przestań,
powiedziałem sobie, więcej stanowczości i północnego zrównoważenia. Realizacja
przedsięwzięcia własnymi siłami przy użyciu ofiarowanych mi w ramach ich
udziałów artefaktów powinna przynieść zdecydowanie większy przyrost
zadowolenia i samoakceptacji, a zadowolenie jest chyba tym czego szukamy. założę tylko dodatkowe futerko i idę po rower. Niemożliwe
jest możliwe.
wspaniała zabawa bez przemocy
halo, Ferdynandzie, obudź się, czas do szkoły. Więc to był sen? szkoda. łóżko, łazienka, owsianka,
łazienka, płyn na pryszcze, palto, cmok, cmok, trolejbus, szkoła, łysy portier, ohydne twarze, pani
profesor, pederaści i snobi, rozmowa na korytarzu, wymiana obrazków, bitwa na
trampki, co masz na łoku, daj miodu, wrzućmy nowaka do kibla, ah, oh, ja was
zjem, wreszcie lekcja krzesania ognia.
>dzieci zmówcie paciorek - święta mandarynko bądź miłościwa nam, święta cytrynko, chroń nas od wypadku, święty
grejpfrucie z moguncji, chroń nas od spadnięcia w
przepaść<
zaraz, piekło i szatani, to modlitwa bab tramwajowych. Klasa jest tak
wąska, ma okienka wzdłuż, Pan Kapłan sprawdza kody kreskowe na karkach
pasażerów. ja nie jestem żaden Ferdynand.
Tak tak tak tak. Wijowy tramwaj wijąc się po
podniebnych szynach przecinał mgłę wystukując rytm. Byłem pasażerem numer
189082.8657959. Jak zwykle wiedziony nadzieją że nie jedziemy do obozu
poprosiłem stewardesę o golonkę. Kątem oka
obserwowałem babilończyków.
(troche później)
>cześć chłopaki< przysiadłem się
>jaki macie dziś współczynnik rozumienia słowa pisanego?<
>to zależy w jakim alfabecie<
zagrzmiał wytrenowanym basem najstarszy > a tak w ogóle co, jesteś kanarem?
<
> ho ho ho
< zaśmiali się pozostali trzej.
> to co, pogadamy trochę o
pierdołach? <
> jak zawsze w twoim przypadku der Mot
<
> nie jestem nazistą <
> wiemy wiemy. Ale słuchaj <
powiedzieli chórem > Jah nam mówi
że z ciebie będzie chłop na schwał. Zmień trochę liniowatość
akcjI. Sugerujemy, daj se
luz, my musimy po prostu wykonywać nasz proceder, nie przeszkodzisz nam, bo to
rytuał, jest silniejszy od twej misji, to przeznaczenie, no ,
Dermot, uczą o tym na mitologii w każdej
ochronce.<
> czyli wiecie, że mam na was zlecenie? A co sobie
pomyślą moi fani? Że nie miałem niekonwencjonalnych pomysłów na pociągnięcie
akcji. Fabuła siada.<
> słuchaj, w gruncie rzeczy wszyscy chcą puenty. no to przyspieszmy. <
> czyli co mam zrobić? <
> na początek wstaw ten nagłówek< podali mi zmięty
pergamin.
postawcie mi złoty skatafalk
>chodzi o to, że nie mamy odpowiedniego skandydata
na doroczny neoegipski turniej tancerzy
ska 'skarabeusz'. A ty masz niezłe łydy, długo
wytrzymasz. <
> ale przecież niedługo wybory, powiedziano wyraźnie, zabaw hucznych
nie urządzać. <
> wybory nas nie interesują, turniej jest stricte
antysystemowy. Ta tłuszcza co głosuje wyborach ma nie
więcej niż pięć lat. baba ze sklepu z mlekiem też
służy systemowi, myślisz że nie wiemy że ona dostarcza śmietankę na orgietki u
komisarza milicji? Dlatego olej ją i bądź naszym skandydatem.
<
> ale zależy mi bardzo na teście profesora Derjenigedermartinderartistuntersuchte, jest taki kultowy, a
ona go ma.
> ha ha, bujdy, jedyną istniejącą
kopie ma von Daniken, przyjaciel profesora, a tak się
składa, że to on funduje złoty skafander dla zwycięzcy turnieju. Jak byś wygrał
to na pewno pozwoli ci przepisać. To co,
wchodzisz?<
> bardzo dobrze, wy bierzecie skafander a ja test. I nie
napadacie dziś na sklep z mlekiem. Co mówi Jah ?
>że
to dobry układ, panie der Mot. Dorzucamy jeszcze
chlebowe piwo, beczek sześć. współczynnik bełkotania
po nim 8x<
interesy robiło się a tramwaj model wyścigowy wjechał na peron
turnieje ska słyną w środowisku osiedlowym ze
swojej głupoty. /dlatego są tak ukryte, bo blachaje najeżdżają walcami coś czego nie mogą zrozumieć/
Ten odbywał się w starym kontenerze na śmieci, dawno pustym, bo trolle
opróżniły go przed zeszłą gwiazdką szukając ozdób choinkowych. Skandydaci pulsowali w rytm beczenia stada czarnych
kozackich kóz, wyjątkowo agresywnych i hałaśliwych, trzymanych na wodzy przez
czternastu potężnych treserów o współczynniku dominacji 15x, sprowadzonych
specjalnie z mosińskich lepianek , gdzie , a zresztą
nieważne.
mijała godzina za godziną, dzień za dniem, a mnie chciało się już
wymiotować, zwłaszcza że zacząłem kacować po
mlecznych szejkach których wypiłem o 20% za dużo, tak sądzę. poza
tym. kończyły mi się pomysły, bo warunkiem
kontynuowania skakania było bełkotanie wzbogacające nieprzebrane zasoby idei ska, skamandryci, skandalista, skameleon,
skamielina, skadapter, skała, skalineczka,
skakanka, skankan i skak
dalej. Idea rosła, pęczniała, uśmiechała się, a ja rzygałem coraz częściej. w końcu wyrzygałem książkę skarg jaką zeżarłem
w brytyjskim areszcie ze sto lat temu, i zabiłem nią ostatniego skaczącego
jeszcze skandydata. wówczas
zemdlałem jak bym się sierści onia nawąchał i spałem
ponoć siedem miesięcy, tak mi powiedział mój makler. mdlejąc
zdążyłem jeszcze usłyszeć że pan von Daniken
gratuluje mi skandalicznego zachowania na parkiecie, jestem chuliganem jakich
mało i społeczność ska będzie o mnie pamiętać, po
czym zastrzelono w rytualnym geście wszystkie parzyste kozy i wręczono moim
trenerom z babilonu pozłacany złoty skafander faraona
Ramala Kemala, przy okazji
wspominając aby pod żadnym pozorem nie oddawać swych głosów na Pasta Assurbala, wywodzącego się w prawie prostej linii od
największego oponenta Ramala Kemala,
który porwał mu wszystkie żony aby zbierały dla niego nektar czarnego lotosu bo
był przednim narkomanem. Moje trofeum, słynny test mieli przejąć moi
spadkobiercy, i wypełnić za mnie, przetrzymując przez ustawowe siedemdziesiąt
siedem obrotów Karuzeli Co Niedziela, w razie gdybym w
międzyczasie zmartwychwstał, a współczynnik mej witalności to 14x, bo już nawet
gdy mi obie ręce odrąbano to mi kiedyś odrosły. Babilończycy uśmiechali się
życzliwie, bo skafander pełen był korzeni MniamMniam,
które działały jak kosmiczna rakieta, i kosmos stał przed nimi otworem , i to w momencie gdy zachodnie Morasko
jak i Asyria dopiero walczyły o złoża śmieciowego paliwa do swoich mentalnych
rakiet. Robiło się mglisto. nieparzyste kozy przestały
beczeć i zapadła cisza. Spływałem jak krew do zlewozmywaka. przed
oczyma przelatywały mi znane twarze, choć żadnej z nich nie mogłem rozpoznać. co tu dużo gadać, motyla noga, odpadłem. Ale
z jaką klasą.
gdy się obudziłem następnego ranka w swojej wielkiej imperatorskiej
kamienicy na biurku pod warstwą kurzu znalazłem poniższy test psychologiczny,
wisi teraz u mnie obok nagany z koledżu.
jest niezmernie wartościowy, mówi o
pierwotnych potrzebach i prawdziwym obliczu prawdy.
*********************************************************************************************************
A to jego pytania :
Mając 30 lat spodziewam się być
Dziewczęta kochają chłopców , którzy
Chłopcy kochają dziewczęta, które
Dobry nauczyciel powinien
Mój ojciec jest
Jeśli potrzebuje pomocy, to szukam jej u
W szkole postępuje w myśl zasad ustalonych przez
Kombinatorów, którzy zachowują się
wbrew przepisom trzeba
Podejrzewam, że uważają mnie za
Odczuwam dumę gdy
Uważam za najgorsze w szkole
Czuję się najszczęśliwszy gdy
Jeśli ktoś mnie krytykuje
Jestem całkiem inny niż
mój współczynnik zadowolenia ze status quo to
****************************************************************************************************************
bardzo zimny wieczór w bardzo ciepłym domu
byłem na telewizji i oglądałem komedie. zużyłem
cały zapas gazu rozweselającego żeby się pośmiać. kolejny
wieczór kiedy nie chce się być aktywnym Leżę na swoich gromadzących się coraz
szybciej materialnych dobrach, Jarosz ostatnio przyniósł nawet ogórki, mój
zasób Różnych Rzeczy wyraźnie wzrasta.
Nadeszły święta po
męczącym okresie dawania sobie w tytę wreszcie jest
spokój i można jedząc karpia zastanowić się co dalej.
Stanąłem przy oknie patrząc przez uchyloną firankę na zmarzlaków chyboczącym
krokiem posuwających się w świetle gazowych latarni. Kolonialny sklep na dole
był przeraźliwie zamknięty. Wszyscy mieszkańcy kultywowali tradycję gorada polegającą na barykadowaniu się w domach i ciepłych
kamizelkach, oglądaniu dużej ilości propagandy w tandetnych czerwonych kolorach
z białą brodą oraz trawieniu nagromadzonych artykułów żywnościowych. Nawet
żydzi i emigranci z niderlandów mieli odpowiednio
swoją świąteczną kupę i przyozdobione zmutowane
genetycznie halucynogenne tulipany. Wesoło pruszył
lodowaty deszcz, na pewno ku uciesze bezdomnych z mego lasu. Postanowiłem
dołączyć się do tego radosnego nastroju i na niedawno zamówionym od wąsatego
chudzielca z dębca bębnie poczęłem
wygrywać średnio awangardowe rytmy. Przypomniał mi się bębniorób
dobrodziej, mieszka z taką szarą branką i mają dużo kawy oraz zakrwawionego
karpia w zlewie. Pomyślałem, że to dobry pomysł, aby stojąc na moim balkonie
ponad lasem zagrać przebywającym tam bezdomnym karpia, na którego ich nie stać.
Łubu dubbu dubu dubbu, trudno zagrać tą śliską
łuskę, lepiej od razu zagram upieczonego karpia, o tak, dub,
dub, a tak brzmi bułka tarta, a tak to miękkie mięsko
w okolicy ogona, hm poimprowizujmy, trach trach, co to? paskudna ość
przebija krtań. dub dub ten karp jest zarażony wścieklizną, trach, chyba pływał
w fenolu. W ten sposób pokazałem bezdomnym że bogaci
też mają swoje problemy, za co hojnie mnie wynagrodzili rzucając drobne monety
do antyrynny, która to prędko wyssała je na mój
balkon. Dziękuję moi drodzy, idę na kolejną świąteczną komedię o trzech
muszkieterach.
na polowaniu ze skandynawskimi Farmerami
mieli naprawde czerwone nochale, częściowo
z tradycyjnego północnego zimna, częściowo a raczej głównie z przepicia jęczmięnnym piwem którego ich thralle
wnieśli chyba z trzysta puszek. Polowanie w tym pięknym wiejskim lesie nie
interesowało ich za bardzo, bo po pierwsze byli kretynami i zatracili męskie
instynkty, po drugie nie dowidzieli, po trzecie byli skacowani, po czwarte nie
było za dużo zwierzyny. Zwierzyna to takie abstrakcyjne słowo, zabijasz termin,
inaczej niż gdybyś zabijał Lochę Kasię czy Jelenia Karola. Nie, to głupie,
dziki się tak nie nazywają, dzik może się nazywać Twyrth
Ghwyrth, jeleń HornedGodWithBigFallus
czy coś równie starożytnego. Gdyby mieli zabijać spersonalizowane osobniki, to
by nie zabili nawet tych marnych dwóch sztuk plus jednego bezzębnego
naganiacza. Z naganiacza cieszyli się najbardziej, bo był to jedyny człowiek w
tym towarzystwie Farmerów, trolli ober- naganiaczy i mnie, genialnego Demota.
Z naganiaczy robi się szynki a słoninka ląduje w grochówie dla czerwonoryjnych trolli Żadna to strata dla społeczeństwa, bo
był on/ naganiacz / z zawodu wytwórcą szarych zniszczonych płóciennych plecaków
z naszywkami Nirvany, sprzedawano je potem w różnych
ej Sid -shopah i dawano
rozmaitym indywiduom z przyklasztornych szkółek poczucie buntu i antydresowości, a przecież wiadomo że dresy są najzdrowszą
i najbardziej produktywną warstwą społeczną, o ile zajmą się jakąś porządną
działalnością przestępczą. To jest wszystko spisek tych pasożytniczych
urzędasów ze stolicy z bananową młodzieżą z telewizji , żeby
ciężko wytwarzających dochód narodowy dresów pozbawiać należnej im estymy.
No ale grochówka była pychota. Po wszystkim znowu polało się
ekologiczne piwo do drewnianych kufli z Ikei, a z
nich do śmierdzących otworów gębowych. Stałem na skwierczącym mrozie i paliłem
ziele fajkowe, czując wyższość gatunkową w stosunku do otoczenia, może poza
gajowym Jeffreyem, który poddał mi świetną myśl, żeby
na następną
zimę uszyć sobie barbarzyńskie futro z kłującego włosia dzika, tak, do samej
ziemi, spięte żelazną fibulą, wysmarowane łojem, ciężkimi niezdrowymi
tłuszczami z podkruszwickich plantacji, no i
profilaktycznie masłem czosnkowym żeby odganiać te jebane postmodernistyczne
białe króliki, których jak twierdzi pucybut Dagdy
kręci się wokół coraz więcej. A baby tramwajowe?
Pomyślcie, nie zbliżą się do mojego stanowiska na odległość mniejszą niż
półtora włóczni, może nawet któraś zwolni swe wygrzane miejsce...Byle do
następnej zimy, bo teraz to nieekonomiczne, poza tym muszę oszczędzać na
potężny zapas podróżnych halucynogenów, latem chcę dotrzeć na Jamajkę, a to
wymagać będzie dużej ilości magii i chemikaliów.
Rustykalne twarze dewizowych chłopomyśliwych
stawały się coraz czerwieńsze pod słomianymi czuprynami, a zasilane
piwno-grochówkową mieszaniną cielska wypuszczały coraz to nowe
wysokooktanowce, które wesoło szybowały w
mroźnym powietrzu. Całe szczęście, jak zwykle miałem katar. Dobra, koniec tej
zabawy, wróciłem do czołgu nadleśnictwa i czekając na resztę pomyślałem
że my z szajką też pojedziemy na polowanie, ale takie bezkrwawe, stylowo
w lasach Narnii porwiemy kilka bażantów i zażądamy
wysokiego okupu. Teraz już bym jednak wrócił do gorada.
Na koniec kazali mi jednak przetłumaczyć przemówienie gajowego Jeffreya do czcigodnych gości - dużo apologii łowczego
kunsztu i jeszcze więcej podziękowań za złoto i luksusowy drakkar dla dyrektora
nadleśnictwa. Komercjalizacja tu też dotarła, istotą polowania powinno być
przecież odbieranie życia przemocą, w bezlitosnym boju, a nie za jakieś eurosmarki.
Do gorada, z powrotem prędko do gorada.
Na ciepłe piwo.
I jajecznicę i gazetkę rano
To jest życie
dzień na szczęście kolejny
Ło ja tej czyli zaraz będę niebieskim ptaszkiem
No nie wiem co powiedzieć. Jest zimno, jak
zwykle zresztą w tym zimnym kraju, ponadto jestem bezrobotny. Tak to chyba
można nazwać, duża ilość wolnego czasu, niby można wszystko a nie chce się i
nie robi się nic. O w sumie ciekawe doświadczenie , niestety
kosztuje i współczynnik nudy wynosi ponad dwie telenowele na dzień. Mam mało
kanałów, to pociecha. Mam Internet, to pech, rozmawiam głównie z sekciarzami.
Gdybym pracował miałbym kasę, gdybym ćwiczył na siłowni, mięśnie, a tak chociaż wiem jak to jest być bezrobotnym. Na szczęście
wróżka Jadzia mówi mi, że wkrótce wyruszę na spotkanie nowej przygodzie, jak
tylko ułożą się sprawy prywatne. Bongo Herman twierdzi, że nie powinienem być
takim egoistą ale ja też chce mieć swoje życie, nie
mogę być Ojcem Kolbe od początku.
Spotykamy się regularnie w Afryce Równikowej, pod dredziastym
drzewem, nad wylotem kanału. Co niedziela, po mszy, a jak ktoś nie chodzi to po
śniadaniu i fajeczce. Czasem wibracja jest lepsza,
czasem gorsza, ale dobrze, że jest.
Zamknęli norę czarnych harlejowców, już
nigdy ogień z aluminiowych puszek nie zapłonie w kominku, już nikt nie będzie
spał na stole dębowym, rzygał z krętych schodów na niebrukowane podwórko, mówił
„wracaj do drugiej Sali , pedale”, nikt nie będzie
śmierdział tak słodko dymem ćmików, zataczał się po
Fortunce, tańczył do rana, uśmiechał się do drugiej osoby, patrzał na ładne i
brzydkie dziewczyny , nosił jarmułki z pomarańczy. Stowarzyszenie Future of Judah
to definitywnie zamknięty rozdział. Znamienne, że członkowie założyciele, poza Dermotem, Lwem i kudłatą Agą są w zasadzie na emigracji
poza goradem. Jedni ćwiczą jogę, inni bycie polaczkiem. Czas ruszyć dalej, nie warto być młodym
emerytem-wspominaczem.
Trwa miesiąc w którym
szykuje się buty a ja ciągle w tych samych
Czyli sytuacja się nie zmienia. Ostatnio było poważne spotkanie w
Afryce, za daninę i pieczyste i kilka browców
uprawialiśmy podkład rozrywkowy do wesołego gaworzenia panów i pań z Klubu
Lwów. Jedna pani powiedziała, że nie dorośliśmy jeszcze do wpływania na losy
świata i w związku z tym możemy się bawić ale ona nie
wie że o to w tym wszystkim chodzi żeby nie dorosnąć tak jak ona, bo wówczas za
wszystko, nawet za czynienie dobra trzeba będzie płacić no i oczywiście te
paskudne makijaże…A inna pani zdziwiła się że my w tej Afryce namiastkowej nie
mieszkamy. Nie mieszkamy, ale wszystko jest możliwe, jak dłużej nie będziemy
mieć prądu to z lodówki wyjdą jakieś pleśniowe potwory i pnącza i zarosną nas
jak zgasimy świeczki. Fatalna sytuacja, wydawało się ze idealny moment do wyruszenia
w Drogę, ale coś mnie trzyma. Między innymi wyrzuty sumienia, one mają to do
siebie, że muszą się do kogoś przyczepić, a w naszym pseudo-pałacu nie mają
zbyt wielu żywicieli. Gdyby nie miały nikogo to by było jak w Kambodży albo
wśród zbuntowanych rockersów na Morasku.
Eh, czuję się jak Luke Skywalker.
Żebym chociaż znał takich celebritów
jak Harrison Ford. Dziś co
prawda w nowej tancbudzie na jamajskim dancingu poznam lokalne sławy, ale to
nie do końca to samo.
Nagrał i napisał Światosław Wojtkowiak